Wsiadam do kapsuły czasu. Właściwie wchodzę do niej przez bramę. W nozdrza uderza mnie woń przystrzyżonych trawników, a w głąb parku Greenwich wsysa długa asfaltowa nitka. Na jej końcu człowiek staje w pokorze. Kurczy się i na moment nie przyjmuje tlenu. Widok jest niezwykły - obok biegnie zerowy południk, Meridian, a na wprost, po drugiej stronie Tamizy, rosną gmachy ze szkła i stali. Gdy przymknąć oczy, słychać tętent kopyt. Tu jeździł konno król Henryk VIII, gdy zastanawiał się nad papieskim rozwodem. Greenwich - muszę przyznać - jest dla...
more
{ 0 komentarze... » Frymografia: Gilotyna przestrzeni read them below or add one }
Prześlij komentarz